Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
gnijacamlodapanna
gnijacamlodapanna
Reposted fromprettyfoods prettyfoods
4260 3a54 500

njsnowwhite:

the-time-goddess-of-221b:

Ads: you’re doing it right.

woah i just realized harry lived in a literal closet and his mentor lived in a figurative one

Reposted fromemlovessid emlovessid viaholamasdo holamasdo
gnijacamlodapanna
5441 3dfb
gnijacamlodapanna





matociquala:

A Maryland woman, a widowed mother of four, received the note above concerning her display of rainbow solar jars in her own yard. (Story at the Portland Edge, here.)

That’s the relentless gayness that might harm the children. Rainbow solar jars.

The woman in question is apparently awesomesocks, however, and has started a GoFundMe campaign in response, in order to gay up her yard enough to be worth complaining about. You can find it here.

gnijacamlodapanna
Fifteen years later
Reposted fromfabs3 fabs3 viaholamasdo holamasdo
gnijacamlodapanna
Reposted fromfungi fungi viaoll oll
gnijacamlodapanna
gnijacamlodapanna
6252 3f3c
Reposted fromtanieceleny tanieceleny viaoll oll
gnijacamlodapanna

Slutty Brownies


"They’re called Slutty Brownies because they’re oh so easy, and more than a little bit filthy."
Reposted fromfoods foods viaoll oll
gnijacamlodapanna

Miałam iść na zakupy. W głowie miałam plan: Tiger, H&M, a potem jedzenie w knajpie. iPod włączony na full volume. Nie wiem czemu, włączyła się Marika, ale byłam zbyt leniwa, żeby zmienić kawałek. Przy spożywczaku stoi starsza pani z dwoma bukietami. Mały - z nasturcji, większy - z polnych kwiatów. W tym piwonie, które zawsze kojarzyły mi się z moją babcią. 
Pani spokrzała na mnie: 
- A stoję tak, może kto kupi... - uśmiechając się niepewnie, wyraźnie zawstydzona. Tak, jak by te kwiatki to było coś, czego trzeba się wstydzić.
- Ile kosztują? - spytałam, nie chcąc jej urazić. 
- Ojej, no nie wiem... Najmniej to chyba złotówkę. Najwięcej to chyba trzy złote. Wiesz córeczko, ja nie wiem, ile kosztują takie kwiatki. To z działki takie byle co. Trzy złote za te dwa razem może? Albo dwa? Dwa złote?

DWA ZŁOTE.

Mokrą szmatą w pysk. Witamy w prawdziwym świecie, pustaku. Myślisz, że masz gorszy dzień, że ci smutno, że nikt cię nie kocha, jesteś gruba, nie masz iPhone'a 6, ani buldożka francuskiego, a przecież byłabyś taką dobrą matką. Wieczorem wrócisz do dwupokojowego mieszkania na strzeżonym osiedlu i opowiesz komuś przez Skype'a, jak przez pół dnia odkopywałaś się z maili, potem zjadłaś burgera na lunch, ale sama musiałaś go sobie zrobić i w dodatku był mrożony. Potem napijesz się kilka łyków wina, które rano będziesz musiała wylać do zlewu, bo żywot zakończy w nim cała rodzina muszek-owocówek i położysz się spać w świeżo wymienionej pościeli z Zara Home. Wstaniesz rano, poćwiczysz jogę albo inny pilates, na YT obejrzysz nowy haul zakupowy na kanale laski, której nie znasz i w sumie gówno Cię obchodzi, co wklepuje w ryj, ale patrzysz, bo wydaje ci się, że yerba z internetowego sklepu ze zdrową żywnością jest wtedy mniej gorzka i pasuje do twojego chleba-tekturki, posmarowanego pastą z tuńczyka, przywiezionej z ostatniej wycieczki zagranicznej. Postoisz chwilę przed szafą, marszcząc brwi, wkurzając się, że nie masz się w co ubrać, bo wszystko jest na ciebie za duże, dlatego że mniej żresz i zapominasz, że jeszcze dwa lata temu, siedząc w samej bieliźnie, przypominałaś ludzika Michelin. Znowu za późno wyjdziesz z domu, więc zaklniesz szpetnie pod nosem, czekając na windę, na co obruszy się sąsiadka stojąca obok z psem, który ostatnio przestał trzymać mocz i leje między 2 a 3 piętrem. Wciskasz guzik kilka razy, myśląc, że to coś da. Drugą ręką starasz się rozplątać słuchawki. Przypadkowo wrzucasz klucze do głównej kieszeni w przepastnej torbie i po chwili orientujesz się, że przecież musisz sobie nimi jeszcze bramkę otworzyć, więc grzebiesz w tym syfie, macasz dno, które wciąż pamięta plażę w Sopocie i piach włazi ci pod wypielęgnowane paznokcie. Znajdujesz, otwierasz, wychodzisz do ludzi. Widzisz tramwaj i próbujesz dojrzeć numer, ale słońce świeci ci prosto w oczy. Biegniesz więc na wszelki wypadek i wsiadasz do tego ze skróconą trasą. Wściekasz się. Wysiadasz na kolejnym przystanku i łapiesz kolejny, jadący w dobrym kierunku. Jest miejsce siedzące. Dwa miejsca. Obok ciebie siada żulian, a jego torba w kratę muska twoją napiętą łydkę w nowych spodniach, kupionych na wyprzedaży w sieciówce. Docierasz do pracy, robisz sobie kawę, otwierasz maila i odpalasz fejsa. Scrollujesz przez kolejnych kilka godzin. Od stukania w klawiaturę drętwieje ci prawy nadgarstek, a w lewej dłoni łapie cię skurcz kciuka. Pośmiejesz się z suchych żartów koleżanek z pracy, wyślesz grafikom kilka poprawek od Klienta, przypalisz sobie croissanta na drugie śniadanie i zjesz z przesadnie drogim dżemem z wiśni, w którym więcej jest cukru niż owoców. Zrobisz jeszcze kilka ważnych rzeczy, bez których bieguny ziemskie zamienią się miejscami, a z instagrama znikną wszyscy twoi followersi. Wyjdziesz z zamiarem wydania milionów monet na szmaty szyte w Bangladeszu i kolejny zszywacz w kształcie żaby z wystawionym językiem. Spotykasz starszą panią z dwoma bukiecikami i przekrwionymi oczami, która wykręca z ciebie śrubki krótką wymianą zdań, bo przecież spieszysz się na zajęcia z tańca.

W portfelu miałam tylko dychę. Wręczam ją staruszce. Cofa chudą dłoń, którą wcześniej wyciągnęła w moim kierunku i zaczyna tłumaczyć, że to za dużo i że ona nie chce, bo będzie miała wyrzuty sumienia. W końcu udaje mi się ją przekonać. Łamiącym się głosem dziękuje mi, oczy zachodzą jej łzami, pyta o moje imię. Obiecuje, że będzie się za mnie modlić do końca życia, nawet jeśli niewiele jej go zostało.

Rozryczałam się kilka kroków dalej.

— Edie Maciejewska (Mieszkanka Warszawy) https://www.facebook.com/edie.maciejewska/posts/10205965710129216

editoress:

"SIT LIKE A LADY"

NO

image

Reposted fromerial erial viaoll oll
gnijacamlodapanna

hopefully-happy:

margo-dunne:

peetasallhehasleft:

rory-williams:

i don’t hate series finales because it’s the ending of a show.. i hate them because somehow writers find a way to fuck up the whole show in just one episode

Is that a reaction or an example?

both

Reposted fromhimym himym viatediousuncle tediousuncle
gnijacamlodapanna
6477 b19e
Reposted fromonlywhite onlywhite viajessamine jessamine
gnijacamlodapanna
9485 a457 500
Reposted fromprettyfoods prettyfoods viasavor savor
gnijacamlodapanna
8342 09ed
Reposted fromckisback ckisback viasavor savor
gnijacamlodapanna
5427 89e8 500
Reposted frompischus pischus viaholamasdo holamasdo
gnijacamlodapanna
And that's just less than 20 years ago.
Reposted fromtriptamine triptamine viasavor savor
gnijacamlodapanna
2425 c8fa
Reposted fromkanikani kanikani viaoll oll
gnijacamlodapanna
Reposted fromtrueloveortruepain trueloveortruepain viaaine aine
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl